|
|
 |
NAPISANO...

Widok osób niepełno- sprawnych to dla wielu dyskomfort. Wlepiamy oczy w osobę na wózku lub wręcz przeciwnie, omijamy wzrokiem, jakby nie istniała. Aby dowiedzieć się...
Więcej »

Dziś po raz czwarty z rzędu, członkowie Stowarzyszenia na Rzecz Osób Niepełnosprawnych „Razem” wyjadą na kolonie rehabilitacyjno-wypoczynkowe do Iławy na Mazurach. Tegoroczny turnus jest najliczniejszym w historii Stowarzyszenia, gdyż liczy...
Więcej »
|
|
Z Chrystusem w Rycerce
"Czym mogę służyć?" - Piotr w admiralskiej czapce z kartonu i takiejże górnej części munduru oficera marynarki, z kurtuazją kłania się gościom przybyłym do kawiarenki morskiej w Rycerce Górnej. Piotr to jeden z 35 opiekunów, którzy zajmują się niepełnosprawnymi ruchowo i umysłowo, odbywającymi w lipcu turnus rehabilitacyjny w budynku miejscowej Szkoły podstawowej. Dziś podopieczni odwiedzają kawiarnię...
Kawiarnia, to jedna ze szkolnych sal. Przygotowano tu wspaniałą dekorację - na ścianach połyskują papierowe delfiny, ryby i inne stwory morskie. Wszystkie stoliki są oddzielone parawanem z niebieskiej folii przypominającej morskie fale. Każdy otrzymuje menu i - jak w prawdziwej kawiarni - składa zamówienie. Kawa, herbata, ciastka, wyśmienita sałatka owocowa, i ...to żart opiekunów - rutinoscorbin lub wapno musujące gratis. To dlatego, że pogoda nie rozpieszczała uczestników wakacji. Każdy podopieczny zaprosił wybraną osobę z turnusu do kawiarenki. Tego dnia była jego gościem. Turnus w Rycerce zorganizowało Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Razem" w Chybiu.(...)
Służba opiekunów to nie tylko "bycie" z podopiecznym, przygotowywanie zabaw, wyjazdów, ale i troska o porządek w całym obiekcie. (...)
Dla rodziców dzieci niepełnosprawnych to czas spokojnego odpoczynku, dla ich dzieci - spotkania z rówieśnikami, także nauki, dla opiekunów - spotkania z Chrystusem w drugim człowieku.
"Gość Niedzielny"
nr 31 z dnia 30 lipca 2000;
|
|
"Podarować serce"
Na kolonii w Iławie przebywały dzieci niepełnosprawne z Chybia. Bawiły się, pływały kajakami, a najczęściej się uśmiechały. Polubiły bardzo nasze miasto i trudno było im się z nim rozstać.
Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Razem" z Chybia już drugi rok z rzędu zorganizowało w Iławie kolonie rehabilitacyjne dla swoich podopiecznych. Wszyscy zakwaterowani byli w Szkole Podstawowej nr.3. To szkoła integracyjna, posiadająca status obiektu rehabilitacyjnego. Dlatego też można organizować tu kolonie dla dzieci niepełnosprawnych. Zainstalowane windy i wszelkiego rodzaju podjazdy ułatwiają poruszanie się na jej terenie.
Na kolonii przebywało w tym roku 53 dzieci, oraz kadra wychowawców. Każdemu dziecku przydzielony był opiekun, który sprawował nad nim opiekę przez całą dobę. Opiekunowie-wolontariusze to młodzi ludzie chcący zrobić coś bezinteresownego dla drugiego człowieka. Przyjechali do Iławy z całej Polski.(...)
Szkoda, że nie wszyscy zobaczyli, jak bawiły się te dzieci. Uśmiech nie opuszczał ich ani na chwilę. Radosne i wesołe brały udział we wszystkich przygotowanych przez swoich wychowawców konkursach.(...)
-Bardzo podoba nam się Iława. Organizujemy ciekawe wycieczki dla dzieci na terenie waszego miasta, gry i zabawy na świeżym powietrzu. Trzy razy byliśmy na jeździe konnej, to bardzo się dzieciakom podobało. Zafundowaliśmy sobie nawet wycieczkę do Gdańska! Dzieci są przede wszystkim z Polski południowej i pobyt w Gdańsku oraz nad morzem zrobił na nich kolosalne wrażenie. Nikt nie chce słyszeć o wyjeździe. My dorośli też. Dzieciaki bawią się wspaniale i nawet brzydka pogoda nie popsuła im humoru. W następnym roku też tu przyjedziemy.
W klasach śpi po ośmioro dzieci, obok nich śpią opiekunowie. Są oni do dyspozycji podopiecznych przez cały boży dzień. Nieprawda, że nasza młodzież jest zła. Ci ludzie są wspaniali. Wkładają w swoją pracę tyle serca, że powinno się ich stawiać za wzór.
Duże serce w godny wypoczynek niepełnosprawnych dzieci włożyli państwo Jolanta i Zbigniew Lipscy z Iławy, którzy wspomagają jak tylko mogą stowarzyszenie "Razem". Aby wejście do łóżka nie sprawiało dzieciom żadnego problemu pan Lipski sprowadził wygodne, wysokie łóżka, aż z ostródzkiej jednostki wojskowej. przecież wiadomo, że osoby niepełnosprawne nie mogą spać na leżakach. Drugą rzeczą, jaką bezinteresownie wykonał pan Zbigniew, było zamontowanie pryszniców w łazienkach. Ułatwiło to dzieciom codzienną toaletę. Nie wszyscy mogli wejść do wanny.(...)
Joanna MAJEWSKA
"Nowy Kurier Iławski"
nr 11 z dnia 16 sierpnia 2000;
|
|
DZIENNIK ZACHODNI
01.08.2003
Widok osób niepełno- sprawnych to dla wielu dyskomfort. Wlepiamy oczy w osobę na wózku lub wręcz przeciwnie, omijamy wzrokiem, jakby nie istniała. Aby dowiedzieć się... (>>>więcej)
Dziś po raz czwarty z rzędu, członkowie Stowarzyszenia na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Razem" wyjadą na kolonie rehabilitacyjno-wypoczynkowe do Iławy na Mazurach. Tegoroczny turnus jest najliczniejszym w historii Stowarzyszenia, gdyż liczy 118 osób. Prawie połowa to podopieczni z różnym stopniem niepełnosprawności.
"W tym roku zdecydowaliśmy się na mały eksperyment. Postanowiliśmy wziąć na kolonie włoskich wolontariuszy. Pierwotnie miało ich być czworo, a teraz jest ich troje" - wyjaśnia Helena Bełtowska, prezes Stowarzyszenia. Uczestnicy wyruszą dziś o 17.00 spod dworca PKP w Chybiu. W Iławie spędzą pełne 16 dni. Przypomnijmy, że Stowarzyszenie istnieje od 1999 roku.
|
|
"Ze łzami w Oczach"
Bożena Krzempek Nowa Formacja 19/391
Przekonali się o tym organizatorzy turnusów rehabilitacyjno-wypoczynkowych z Chybia. Organizowane są od jedenastu lat, początkowo pod szyldem Stowarzyszenia Lokalnego Salezjańskiej Organizacji Sportowej "Radość", a od czterech lat Stowarzyszenia na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Razem". Wyjazdy, zainicjowane przez księdza Mirosława Szewieczka okazały się strzałem w dziesiątkę. Gdy ksiądz odszedł z chybskiej parafii organizacją letniego wypoczynku zajęły się Helena Bełtowska i Aleksandra Gabryś, członkinie zarządu "Salosu". "Salos" działał jednak coraz prężniej, powstała świetlica socjoterapeutyczna, warsztaty terapii zajęciowej. - Ponieważ jesteśmy osobami pracującymi i mogłyśmy działać jedynie na zasadzie wolontariatu obawiałyśmy się, że nie damy rady tego wszystkiego ogarnąć - tłumaczy pani Helena. - Dlatego stworzyłyśmy stowarzyszenie, które zajęło się wyłącznie organizacją kolonii, bo swych podopiecznych, których z roku na rok przybywało, panie nie mogły i nie chciały zostawić samym sobie.
Na tych samych falach
1 sierpnia br. 118-osobowa grupa wolontariuszy i ich podopiecznych wyjechała na szesnastodniowy wypoczynek do Iławy. W tej miejscowości znaleźli się po raz czwarty. Zawsze spotykali się tu z wieloma dowodami sympatii i życzliwości ze strony mieszkańców miasteczka. - Przyzwyczaili się już do naszych przyjazdów, dzieci są rozpoznawane, niektóre nawet po imieniu - opowiada H. Bełtowska. Internat, w którym mieszkają zapewnia świetne warunki, a najistotniejsze jest to, że pokonano wszystkie bariery architektoniczne. Stało się to za sprawą uczniów miejscowej szkoły, którzy zrobili podjazdy we wszystkich miejscach kłopotliwych dla niepełnosprawnych. W tym roku grupa wyjeżdżająca była wyjątkowo liczna. H. Bełtowska była jedynym pedagogiem, gdyż A. Gabryś zrezygnowała z udziału w kolonii. - Przyznam, że obawiałam się tego wyjazdu - wyznaje opiekunka. Tym razem wszystko było na mojej głowie, nie byłam pewna czy sobie poradzę. Innym powodem do niepokoju była wyjątkowo duża liczba nowych wolontariuszy. Ale jak zwykle obawy okazały się płonne. - Na kolonii spotykają się młodzi, świetni ludzie - mówi pani Helena. - Zaangażowani, z głowami pełnymi pomysłów, o różnych temperamentach i zainteresowaniach, ale nadający na tych samych falach. Takie samo zdanie ma o trzech wolontariuszach z Włoch. Mimo braku znajomości języka polskiego i raczej słabiej angielskiego dogadywali się z wszystkimi bez problemu. Wyjeżdżali z Polski ze łzami w oczach obiecując, że za rok, być może z własnymi podopiecznymi, pojawią się ponownie. Poza wolontariuszami Helenie Bełtowskiej pomagał mąż Krzysztof (tak dzieje się od samego początku), pielęgniarka Barbara Surma, nieoceniona w nagłych przypadkach i zajmująca się terapią Anna Cienciała. Była po raz pierwszy i już zyskała sobie sympatię podopiecznych, którzy bardzo polubili prowadzone przez nią zajęcia. Opiekę duchową zapewnił uczestnikom ksiądz Grzegorz Lach z Brzeszcz.
Żadnej nudy
Co roku zaraz po przyjeździe cała grupa jest zapraszana na imprezy odbywające się w mieście, w których koloniści uczestniczyć mogą bezpłatnie. W ubiegłym roku dzieci wzięły udział w wyborze miss Iławy, koncercie Stachurskiego i międzynarodowym turnieju piłki ręcznej. W tym roku przez trzy dni obserwowały koncerty "Złotej Tarki". Są widzami nietuzinkowymi. Reagują niezwykle spontanicznie, cieszą się, co bywa zaraźliwe dla całej widowni. W tym roku ktoś z publiczności wręczył H. Bełtowskiej trzysta złotych, ot tak, dla dzieci. Starczyło na lody dla wszystkich. Dzieci uczestniczące w turnusie każdy dzień spędzają aktywnie. Poza wspomnianymi już zajęciami terapeutycznymi z basenu, hipoterapii, bawią się przy ognisku i podczas dyskoteki. W tym roku wyjechały na wycieczkę do Gdańska i Karwi, do Torunia i Ciechocinka oraz nocą do Malborka na spektakl "Światło i dźwięk". Każdy dzień niósł z sobą ciekawe zajęcia, nowe doświadczenia. Nie było czasu tylko na jedno - na nudę. A gdy już dzieci ułożono do snu, opiekunowie spotykali się, by podsumować dzień, podzielić się wrażeniami, obgadać dzień następny.
Z całej Polski
W tym roku z terenu powiatu cieszyńskiego wyjechało ponad trzydziestu podopiecznych, pozostali byli z dalszych stron, z Oświęcimia, Brzeszcz, Buska a nawet z Warszawy. - To ciekawe, że wielu rodziców po raz pierwszy zgadza się, by ich pociechy wyjechały same, z obcymi ludźmi. I to właśnie z nami. Takie zaufanie to dla nas ogromna nobilitacja - mówi H. Bełtowska. Gdy kilka lat temu odebrała telefon od pani z Warszawy, nie uwierzyła własnym uszom. W słuchawce odezwał się głos Barbary Winiarskiej , aktorki, której córka urodziła się z porażeniem
mózgowym. - Gdy powiedziała mi, że chce posłać z nami Anię, przez kilkanaście minut tłumaczyłam jej, że z pewnością to nie jest to, czego szuka - wspomina pani Helena. - Ona jednak nie dała się przekonać i od tego czasu Ania co roku wyjeżdża z nami. Również B. Winiarska zaufała organizacji z Chybia i nie towarzyszyła córce podczas wyjazdów. Wraz z mężem Pawłem Wawrzeckim (też aktorem) przywozili jedynie Anię na kolonię odbierali ją po zakończeniu turnusu. Pan Paweł Wawrzecki, który po śmierci żony sam opiekuje się dzieckiem, i w tym roku pojawił się w Iławie. Trudno się dziwić, że turnusy rehabilitacyjne cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Dla osób niepełnosprawnych jest to nieraz jedyna szansa wyjazdu z domu, spotkania się w gronie rówieśników. Rodzice na co dzień rzadko wypuszczają ich spod swych opiekuńczych skrzydeł. Na kolonii uczą się samodzielności, działania w grupie, tu mogą się sprawdzić. - Potrzeba samorealizacji u każdego człowieka jest czymś naturalnym - wyjaśnia H. Bełtowska. - Poza tym dzieci czują się ważne, zawsze pytamy je o zdanie i zawsze się z nim liczymy. Dzieci zdrowe naśladują swych opiekunów i w razie potrzeby przychodzą z pomocą swym kolegom.
Smutne bywają jedynie rozstania. Wiele dzieci ze łzami w oczach żegna swych kolegów i opiekunów, niektórym z nich nastrój taki udziela się już kilka dni przed wyjazdem. Pocieszeniem jest myśl, że wszyscy za rok znów się spotkają.
Skąd środki?
Organizacja turnusu rehabilitacyjno-wypoczynkowego nie jest rzeczą łatwą. Dopięcie wszystkiego na ostatni guzik wymaga wielu zabiegów. Wszystko zaczyna się już w styczniu, gdy w eter idzie wiadomość o organizacji wyjazdu. W lutym, gdy wiadomo ilu jest chętnych, trzeba zarezerwować ośrodek. Później rozpoczyna się pukanie do drzwi ewentualnych sponsorów, pisanie projektów kolonii i czekanie na pieniądze. To najtrudniejszy element, gdyż nigdy do końca nie wiadomo, na co stowarzyszenie może liczyć. W tym roku okazało się, że nie na tych najpewniejszych ofiarodawców. Wolontariusze z Chybia nie otrzymali pieniędzy ani z Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej, ani z Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych (najważniejsze że rok 2003 został ogłoszony Rokiem Niepełnosprawnych...).
Pomoc finansowa przyszła z dość nieoczekiwanej strony. Maria Winiarska po śmierci siostry zorganizowała koncert charytatywny, w którym wzięli udział znani polscy piosenkarze, a dochód z imprezy przeznaczyła dla Stowarzyszenia "Razem". Ponadto Telewizja Polska z wpływów z akcji "Reklama Dzieciom" przekazała 15 tysięcy złotych. - Obawiam się, że bez tych pieniędzy wyjazd nie doszedłby do skutku - twierdzi H. Bełtowska. W końcu koszt kolonii zamknął się kwotą 105 tyś. zł. Stowarzyszenie może także liczyć na mieszkańców Chybia, gdzie jest wielu przyjaźnie nastawionych ludzi, nie tylko tych ofiarujących pieniądze, ale również takich, którzy szukają i przekonują sponsorów. - Na naszych, miejscowych, nigdy się nie zawiedliśmy - mówi pani Helena.
Można uwierzyć w ludzi
Opiekunowie przyznają, że co roku zastanawiają się, czy starczy im jeszcze sił, by po raz kolejny zająć organizacją się kolonii. Twierdzą jednak, że nie robią tego tylko dla dzieci, ale również dla siebie. - Myślę, że nie byłabym w stanie wyjeżdżać po raz jedenasty, gdybym sama nie czerpała z tego tak wiele - mówi H. Bełtowska, której córka Ania, towarzysząca rodzicom podczas kolonii od samego początku, w tym roku była po raz pierwszy pełnoprawnym wolontariuszem. - Zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami o morderstwach, katastrofach, kradzieżach. Można by dojść do wniosku, że na świecie nic dobrego się nie dzieje. Kolonie pokazują świat bardziej kolorowy i inspirujący. Kontakt z cudownymi, otwartymi dziećmi, od których ludzie zdrowi powinni uczyć się spontaniczności, okazywania czułości - gestów, które nieraz gdzieś zatraciliśmy - zdaje się przypominać o tym, co powinno być w życiu najważniejsze. Wiary w ludzi dodają wolontariusze, piękne dziewczyny, przystojni chłopcy, którzy z wielkim poświęceniem zajmują się niepełnosprawnymi, czerpiąc z tego nieznaną dotąd radość.
- Podczas takich wyjazdów naprawdę na nowo można uwierzyć w ludzi. Z kolonii wracamy zmęczeni fizycznie, ale wypoczęci psychicznie. Na cały rok ładujemy akumulatory - mówi z przekonaniem Helena Bełtowska.
|
|
| |
|
 |