|
|
 |
Listy i rekomendacje
|
Relacje z turnusu Głuchołazy 2006 |
Z PRZEMYŚLEŃ KOLONIJNEGO DINOZAURA...
Tia... które to już moje kolonie były? Zaraz, zaraz...trzynaste?! Rany, jak ten czas leci. Tyle się ludzi poznało przez te lata, tyle przeżyło... Dobra! Dość tych ckliwych sformułowań. Miałem tu napisać odrobinkę moich osobistych refleksji na temat tegorocznego turnusu...(a pomyśleć, że załapałem się w ostatniej chwili, tak trochę przez przypadek)...
...Jeżdżę od początku, mam więc pewien punkt odniesienia, jeśli chodzi o porównanie poprzednich turnusów. I w tym miejscu muszę oświadczyć z pełną szczerością (Szanowna Szefowa Helena B. wie, że ja zawsze mówię to, co myślę): TEN TURNUS BYL JEDNYM Z NAJLEPSZYCH.NAPRAWDĘ! Pod wieloma względami...
...Począwszy od ośrodka: No ja po prostu nie mam pytań!!! Przecie to był Hilton prawie. Tak zwani "niewózkowi", różni "pozakolonijni" czytelnicy tego tekstu, nie zdają sobie nawet sprawy, JAKA TO ULGA I FRAJDA BYĆ SAMODZIELNYM, W NOWYM,OBCYM, DOPIERO CO POZNANYM MIEJSCU!!! Kiedy człowiek może wziąć prysznic o każdej porze (bo są uchwyty, nie ma wysokiego brodzika, a więc o pomoc nikogo prosić nie musisz), można "biegać" między piętrami (winda super, tylko skąd te dwa wodospady się wzięły... aaa, to lustro jest!!!), szerokie korytarze z poręczami (ćwiczyło się chodzenie z opiekunem, ćwiczyło...). Stołówka elegancka (kelnerki zaje...fajne, jedzenie też)...
...Ludzie (cała kolonijna ekipa). To przecie ważne, z kim się spędzi prawie trzy tygodnie wakacji. Muszę powiedzieć, że po raz kolejny "zachwyciłem się drugim człowiekiem". Serio. Do Głuchołaz przyjechało bardzo dużo nowych osób - podopiecznych, opiekunów.Są obawy: JAK ONI WSZYSCY WEJDĄ W TE KOLONIE??? I weszli .Genialnie. Na początku może trochę z obawami i strachem, ale już po kilku dniach "wszystko było jasne".Baczenie na nie tylko swoich podopiecznych, wnoszenie niektórych do autokaru. Bez proszenia. Na już. Z uśmiechem (choć niektórych pod koniec turnusu bolały przecież kręgosłupy...) Wspólne małe kroczki i wielkie zwycięstwa (ktoś pierwszy raz na koniu, czy w jeziorze). Wieczorne pogaduchy, rozgrywki w SCRABLE`A do późna. Przefajna poczta kolonijna. Takie "obrazki" pamięta się potem cały rok.
...Rehabilitacja. Wporzo. Bardzo.
Najpierw wanna - pełen relax. Potem próby magistra Rafała, odnośnie wytrzymałości moich mięśni ("Uprasza się o niejęczenie!"). Następnie (to ja jeszcze mogę się ruszać???) - bierznia (Yes,yes,yes - zrobiłem w końcu 400 metrów!!!). Gdy wracalem do pokoju, można mnie było wyżymać z potu, ale były efekty - bez większych problemów wlazlem na qnika...
...Kończę powoli, zaś najodpowiedniejszym zakończeniem tych moich przemyśleń niech będzie jedno słowo: Dziękuję!!!A w szczególności:
...Za świetną organizację - Heli, Krzyśkowi & Reszcie Kadry - JESTEŚCIE WYBITNI!
...Za opiekę duchową, wewnętrzne ubogacenie i cierpliwe użyczanie laptopa - ks. Grzesiu - SERDECZNE "BÓG ZAPŁAĆ"
... Za przyjaźnie.Te stare: Damian, Krystian, Monika B., Antek, Edyta, Asia(wtedy jeszcze Jurek), Magda R.,Ania B., oba Krzempki, i wszystkie pozostałe "kolonijne dinozaury", oraz "kilkoroczni", których tu nie wymieniłem - WIELKI SZACUN!
...Cudownym "żółtodziobom": Waldkowi, Gosi z rowrekiem & Asi, Mirce, Gosi od Kasi Kędzior, Justynce A. i całej reszcie - MUSICIE PRZYJECHAĆ ZA ROK!
..."Do bólu" zaangażowanym rehabilitantom, Ali i Rafałowi - TO BYŁA OGROMNA PRZYJEMNOŚĆ Z WAMI WSPÓŁPRACOWAĆ...
Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać, ale powiem tylko:
JESZCZE RAZ - OGROMNE DZIĘKUJĘ!!!
Adam Mencnarowski |
|
W PIERWSZYM ROKU
Wszelkie opinie o Stowarzyszeniu i jego działaniach są dla nas bardzo ważne. Wskazują z czego można się cieszyć, bo zostało dobrze wykonane, a jakich sytuacji unikać, gdyż wiodą w niewłaściwym kierunku.
Naszą kolonię w Iławskiej SP nr.3 odwiedziła redaktor Joanna Majewska, współpracująca z miejscowym tygodnikiem "Nowy Kurier Iławski". Poświęciła nam reportaż Podarować serce, zamieszczony w numerze 11 z dnia 16 sierpnia 2000:
"Na kolonii w Iławie przebywały dzieci niepełnosprawne z Chybia. Bawiły się, pływały kajakami, a najczęściej...
Więcej »
Informację o naszej kolonii, zorganizowanej w Rycerce można znaleźć również w 31 numerze Gościa Niedzielnego z 30 lipca 2000:
"Kawiarnia, to jedna ze szkolnych sal. Przygotowano tu wspaniałą dekorację - na ścianach połyskują papierowe delfiny, ryby i inne stwory morskie. Wszystkie stoliki są oddzielone parawanem z niebieskiej folii przypominającej morskie fale. Każdy otrzymuje menu i..." Więcej »
Pani Barbara Winiarska i Pan Paweł Wawrzecki zechcieli wystosować List do obecnych i przyszłych ofiarodawców. Jest on ich osobistym wkładem w trudną pracę pozyskiwania funduszy potrzebnych w realizacji projektów Stowarzyszenia "Razem":
Byliśmy z mężem świadkami turnusów organizowanych przez Stowarzyszenie "Razem" spędzając razem z grupą kilka dni np. w Iławie czy Rycerce Górnej i wiemy, że można całkowicie zaufać organizatorom. Dzieci na turnusach były zadbane radosne, wyżywienie znakomite, a organizacja zabaw i ilość atrakcji przekracza wyobraźnię... Więcej »
|
|
List rekomendujący pracę Stowarzyszenia 2000
List Państwa Barbary Winiarskiej i Pawła Wawrzeckiego, do obecnych i przyszłych ofiarodawców na rzecz Stowarzyszenia "RAZEM".
Jesteśmy rodzicami 17- letniej dziewczynki z dziecięcym porażeniem mózgowym, w znacznym stopniu upośledzonej umysłowo. Mój mąż, aktor, Paweł Wawrzecki oraz ja, Barbara Winiarska, dawniej występująca w duecie sióstr Winiarskich, jesteśmy szczęśliwi, że od kilku lat nasze dziecko spędza wspaniałe wakacje pod dobrą opieką i w dobrych warunkach. Zdajemy sobie sprawę /mimo że nasza sytuacja materialna nie wymaga wsparcia/, że wśród 70 chorych dzieci wiele, a może i większość jest takich, których nie byłoby stać na wzięcie udziału w tak świetnie zorganizowanych turnusach rehabilitacyjnych, gdyby nie pomoc z Waszej strony. A przecież na każde chore dziecko przypada jeden opiekun, za którego ktoś musi zapłacić. To, że na jedno dziecko przypada jeden opiekun /są to młodzi ludzie ze szkół średnich, studenci oraz młodzież pracująca/, stwarza wrażenie wczasów integracyjnych. Zatem to, co jest marzeniem każdego dziecka specjalnej troski i jego rodziców, zostało tu w pełni zrealizowane. Pozostawienie większej grupy dzieci upośledzonych psychicznie lub fizycznie z jednym tylko opiekunem nie tylko spowodowałoby bałagan w sensie organizacyjnym /mycie, ubieranie, karmienie, spacery, zabawa/, ale stwarzałoby wrażenie piekła, zbiorowiska nieszczęścia, smutku i przygnębienia. Na takie turnusy jeździła moja córka, ale szybko z tych wyjazdów zrezygnowaliśmy z wyżej wymienionych powodów.
Nie musimy z mężem pisać, jak ważną rzeczą dla rodziców dziecka niepełnosprawnego jest to, że raz do roku ktoś pozwoli im odpocząć i zabierze na trzy tygodnie ich dziecko. Przecież nasze dzieci nigdy nie dorosną i nigdy nie odejdą z domu. Jesteśmy z nimi od świtu do nocy, w dni powszednie, w święta i w wakacje. Każdy z nas, rodziców, boi się oddać dziecko, które często nie umie się komunikować słownie, w niepewne ręce.
Byliśmy z mężem świadkami turnusów organizowanych przez Stowarzyszenie "Razem" spędzając razem z grupą kilka dni np. w Iławie czy Rycerce Górnej i wiemy, że można całkowicie zaufać organizatorom. Dzieci na turnusach były zadbane radosne, wyżywienie znakomite, a organizacja zabaw i ilość atrakcji przekracza wyobraźnię kogoś, kto tam nie był. Cieszymy się, że w 2000 roku udało się przedłużyć turnus do prawie trzech tygodni. Jednocześnie boimy się, że któregoś roku sponsorzy nie będą już tak łaskawi i przestaną wspierać finansowo to stowarzyszenie, a tym samym cudowne wakacje dla dzieci specjalnej troski się nie odbędą.
Wiemy, że spotyka się różnego rodzaju organizacje, które pod płaszczykiem pomocy dla ludzi niepełnosprawnych dbają o własne interesy. Z naszej strony możemy zapewnić, że Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Razem" w Chybiu, działa uczciwie, z myślą o młodzieży, która, niestety, często jest odrzucana przez zdrowych rówieśników i większość czasu spędza samotnie w domu.
Jesteśmy osobami publicznymi, dlatego piszemy ten list. Może to przysłuży się tej dobrej i szlachetnej sprawie.
Poznaliśmy osobiście państwa Helenę i Krzysztofa Bełtowskich oraz Aleksandrę Gabryś - organizatorów naszych turnusów i prawie wszystkich opiekunów. Są to ludzie zasługujący na zaufanie i szacunek ze względu na to, co robią dla najbardziej potrzebujących.
Jeszcze raz osobiście dziękujemy za wsparcie finansowe tego stowarzyszenia a tym samym organizowanych przez nie turnusów rehabilitacyjnych i prosimy nie zapomnieć o nich w nowym tysiącleciu.
Z poważaniem
Barbara Winiarska
Paweł Wawrzecki
|
|
LIST Adama
"Bo nikt nie ma z nas, tego co mamy razem", czyli o kolejnych koloniach
"Wiesz mamo, w Grecji jest fajnie, ale ja i tak wolę jeździć tu, na nasze kolonie"- powiedziała niedawno Anna Wawrzecka, córka znanego aktora. Ta, jak i inne szczere i jakże spontaniczne opinie naszych podopiecznych świadczą o tym jak bardzo ważne jest co po raz kolejny udało nam się stworzyć...
Letnie turnusy rehabilitacyjne od kilku lat organizuje Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Razem" z Chybia. Stały się już one swoistą tradycją. Te dwa tygodnie, które grupa osób niepełnosprawnych wraz z opiekunami - wolontariuszami spędza w różnych rejonach Polski (w tym roku oba turnusy odbyły się w pięknie położonej Iławie nad Jeziorakiem), to wspaniały czas, na który wszyscy z niecierpliwością czekamy. To okres radości i zabawy, ale także nauki tolerancji i bycia z drugim człowiekiem.
***
W czasie mszy św., podczas modlitwy wiernych po raz kolejny słyszymy Grzesia, który mówi żarliwie: "Módlmy się za siostry zakonne, żeby w Skoczowie nie było powodzi... za wszystkie panie, które tam pracują, za księdza Krzysztofa..." Wiara Grzegorza - chłopca ze schizofrenią, ze skoczowskiego "Caritasu", obdarzonego nieprzeciętnym talentem plastycznym, jest tak ogromna, że może być wzorem dla niejednego człowieka...
Codzienna Eucharystia jest dla nas lekcją pokory i skupienia: Patryk na swój sposób uczestniczy w niej, nieustannie pokrzykuje i podskakuje na wózku. Nikomu to jednak nie przeszkadza...
W naszej wspólnocie niczemu się nie dziwimy: nawet nazbyt ruchliwym ministrantom , ze Stefanem na czele...
Bywają też komiczne sytuacje: kiedyś jedna z podopiecznych zniszczyła dekorację z wymalowanymi drzewami. Zapytana o powód zniszczeń odpowiedziała spokojnie: "- Basia musiała iść przez las..."
W trakcie pobytu na plaży Darek rozmawia przez telefon komórkowy opiekuna z mamą. Po słowach "mamo - patrz jak tu pięknie" wyciąga rękę z telefonem w stronę jeziora aby mama mogła zobaczyć przepiękny krajobraz.
***
Nasze kolonie to samo życie. Smutek miesza się z radością, komizm z powagą. W czasie długich rozmów próbujemy dzielić się problemami, cieszymy się z wielkich i małych zwycięstw. Niepowtarzalnymi są chwile, kiedy po raz kolejny udaje się zrobić krok do przodu, pokonać barierę, która być nie do przejścia. Poeta napisał:
"Miło, gdy wśród wielkiego błota
znajdziesz kamień ze szczerego złota.
Lecz jeszcze milej, gdy w nieznanym tłumie
znajdziesz człowieka, który Cię zrozumie."
Na naszych koloniach chyba to się udaje. Tak myślę.
|
|
LIST Krystyny
W przeddzień wyjazdu do Iławy na turnus rehabilitacyjny spotkałam 19- letnią Patrycję. Wymieniłyśmy uśmiechy, uściski, padło kilka pytań i odpowiedzi. Patrycja, przykuta do wózka inwalidzkiego z powodu dziecięcego porażenia mózgowego, brała już udział w wielu turnusach rehabilitacyjnych, ale jeszcze nigdy nie była tak zachwycona, jak po tegorocznych koloniach.
- "Było super!" - podsumowała krótko swój pobyt na pierwszym turnusie rehabilitacyjnym w 2001 roku w Iławie, organizowanym przez Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Razem" z siedzibą w Chybiu. Bez obaw poczułam, że mój wyjazd na drugi turnus do Iławy będzie ciekawy i owocny.
Jestem matką prawie 26- letniego syna Tomasza, który w wieku 3 lat i 3 miesięcy zachorował na zapalenie opon mózgowych i mózgu. W opiece nad synem, w jego rewalidacji, byłam zdana prawie wyłącznie na siebie. Myślałam, ze tak już zostanie na zawsze. Trzy lata temu znajomi skontaktowali mnie ze wspomnianym stowarzyszeniem w Chybiu. Po ponad 20 latach to, co wydawało mi się niemożliwe, stało się realne: mój syn spędził kilkanaście dni beze mnie, poza domem i wrócił z kolonii zadbany, pełen nowych wrażeń i ze swoim pierwszym przyjacielem - panem Krystianem. Ponieważ pan Krystian łączący pracę, studia i wolontariat mógł przebywać na kolonii tylko przez jeden tydzień, znalazłam się w grupie opiekunów i uczestniczyłam w organizowanych zajęciach.
W drugim dniu pobytu na kolonii brałam udział w zabawie w "podchody". Idąc śladami innej grupy kolonijnej wykonywaliśmy zlecone nam zadania, śpiewaliśmy, piliśmy napoje chłodzące, ale też poznawaliśmy miasto. Mijali nas życzliwi i przyjaźni nam mieszkańcy, kulturalni kierowcy zatrzymywali się przed przejściami dla pieszych, rozpoznając bez trudności grupę ludzi sprawnych inaczej. Były bowiem wśród nas osoby o widocznym kalectwie fizycznym, podtrzymywane przez opiekunów, poruszające się na wózkach inwalidzkich, wykazujące pobudzenie psychoruchowe. Na końcu grupy zlany potem, ale bardzo wytrwale podążał o dwóch kulach 22- letni Darek. Po powrocie do budynku wyznał on: - "Bardzo chciałem iść z całą grupą. W takich zajęciach uczestniczyłem po raz pierwszy w życiu. Pochodzę ze wsi i nigdy dotychczas nigdzie nie wyjeżdżałem. Zobaczyłem tu urzekającą miejscowość, w której są likwidowane bariery architektoniczne. Uważam, że tak powinno być wszędzie, żeby człowiek niepełnosprawny mógł wyjść do ludzi, żeby nie miał ograniczonego z nimi kontaktu. Powinno się robić wszystko, żeby osoby niepełnosprawne mogły się integrować ze społeczeństwem, a nie tylko mówić o integracji. Szkoda, że z powodu kalectwa musiałem zakończyć naukę na szkole podstawowej. Dobrze, że dzięki temu stowarzyszeniu, udało mi się wyjechać z domu. Na kolonii uczę się samodzielności."
Kolonie rehabilitacyjne dla większości dzieci kalekich stały się bodaj jedyną możliwością wyjazdu poza własne środowisko, pooddychania czystym powietrzem, wykąpania się w nieskażonej wodzie jeziora i w morzu, nawiązania nowych przyjaźni, rozwoju osobowości. Dostrzegłam ład, harmonię i różnorodność form wspólnego życia kolonijnego. Zajęcia były zaplanowane, zorganizowane, zapowiedziane na wieczornych odprawach z opiekunami. Przy każdej okazji niemal spontanicznie, prócz celów opiekuńczych w kontakcie z podopiecznymi opiekunowie realizowali cele wychowawcze, rozwijali intelekt dzieci.
Centrum życia całej wspólnoty kolonijnej stanowiło sprawowanie Eucharystii. Wszyscy każdego dnia gromadzili się, aby na Mszy św. I po niej wspólnie przeżywać wszystkie wydarzenia życia kolonijnego. Słychać było wtedy śpiew przy wtórze gitar i monotonii nieartykułowanych dźwięków Patryka. Kiedy potem Patryk zasypiał, na korytarzu obowiązywała cisza. Podopieczni wyciszali się też podczas rejsu statkiem po jeziorze, podczas zajęć plastycznych i hipoterapii w trakcie wieczornego widowiska "Światło i dźwięk" w Malborku. Bardzo śpiewnie i wesoło było zawsze w świetlicy podczas zabaw ruchowych, konkursów, inscenizacji bajek Andersena, przeglądu mody dla przebierańców, podczas kąpieli wodnych i słonecznych na miejscowej plaży. Dzięki wycieczce do Gdyni i Sopotu niektóre dzieci widziały po raz pierwszy polskie morze, poczuły smak morskiej wody. -"W wodach Bałtyku usłyszałem po raz pierwszy głośny śmiech Tomka" - powiedział mi opiekun chłopca.
Okazuje się, że opiekunami wcale nie muszą być specjaliści po studiach ukierunkowanych na pracę z ludźmi niepełnosprawnymi. Na kolonii spotkałam młodzież z wielką charyzmą. Z bardzo wielkim poczuciem odpowiedzialności opiekunowie- wolontariusze spełniają wobec podopiecznych wszelkie posługi przez całą dobę. Ze swoimi podopiecznymi zapoznali się już na spotkaniu przedkolonijnym, najczęściej odwiedzili ich w domach rodzinnych, nierzadko przyjmują pod swoją opiekę te same osoby z roku na rok, wchodzą z podopiecznymi w relacje koleżeństwa, przyjaźni, partnerstwa. Niektórzy z opiekunów wyznali, że nierzadko już po jednym turnusie kolonijnym obudziło się w nich pragnienie poświęcenia choćby cząstki swojego życia ludziom sprawnym inaczej. Podkreślali, ze pobyt z podopiecznymi uczy ich samozaparcia, pokory, dojrzałości, wyznali, ze dopełniają swoje człowieczeństwo.
Na wewnętrzne ubogacenie się wskazywali też pracownicy Internatu Zespołu Szkół im. Bohaterów Września 1939 Roku w Iławie, gdzie zorganizowano kolonie. Są tu likwidowane nie tylko bariery architektoniczne, ale też bariery w kontaktach międzyludzkich, przez co życie kolonijne upływało w miłej rodzinnej atmosferze. Niektóre z przebywających tu dzieci kalekich nie mają w swoich domach rodzinnych tak dobrych warunków mieszkaniowych, tak smacznych i urozmaiconych posiłków, nie zaznają takiego ciepła, jak tam, na kolonii. I choć Darek powtarzając co jakiś czas - "Mamy ni ma" - przypominał dzieciom o rodzicach, to koloniści nie tęsknili. Po raz pierwszy łzy w oczach dziecka widziałam tam w dniu odjazdu. To Sabina rozpaczała, że kolonie się skończyły. Zapytałam wówczas uśmiechniętą Renię, cierpiącą na mutyzm, czy cieszy się z powrotu do swego domu? Już bez uśmiechu odpowiedziała gestem przeczącym głowy.
W świecie ludzi kalekich jest nieraz pełno bólu, biedy i cierpienia i jedynie na tych koloniach dzieci niepełnosprawne mogą doświadczać chwil pełnych szczęścia, radości, miłości. Pobyt na kolonii pozwala łagodzić ich los i choć troszeczkę zaspokaja potrzeby wynikające z braku odpowiedniego zorganizowania społeczności ludzi zdrowych i chorych. Bywa, że w swoich środowiskach ludzie kalecy są traktowani zimno, obojętnie, a nawet wrogo. Oby nie zostali oni ukryci przed światem i organizowano dla nich kolonie rehabilitacyjne co roku! Już teraz czeka na nie Romek, zapewniający każdego z opiekunów:
- "Jesteś Kochany" - a podczas pożegnania informujący bardzo poważnie: - "Spotkamy się na kolonii dopiero w przyszłym roku. OBOWIĄZKOWO!
Krystyna Ochmanowa
|
|
| |
|
 |